Home FUNDACJA PROJEKTY Z ŻYCIA FUNDACJI PUBLICYSTYKA NOWOŚCI WSPARCIE KONTAKT
PUBLICYSTYKA
cień
Wersja: PL UA EN
Publicystyka - Zdaniem Historyków i Publicystów
cień
W tej części zamieszczamy, naszym zdaniem, najlepsze i najbardziej obiektywne prace historyków i publicystów na temat historii i dnia dzisiejszego Ukraińców w Polsce.
[wersja w j.polskim] [wersja українська] [wersja english] [video] [fotografie] [pliki]
Data artykułu: 2018-07-29
WERSJA W J.POLSKIM

Mit “100 tysięcy...”

Eugeniusz Misiło

Tekst ze strony autora na Facebooku

Nikt tak naprawdę nie wie, ilu Polaków zginęło z rąk swoich ukraińskich sąsiadów na Wołyniu. Podobnie jak Ukraińców zamordowanych przez Polaków w ramach tzw. „akcji odwetowych”. Nikt ich nie liczył w chwili zadawania śmierci. Nikt nie zapisywał ich nazwisk w chwili grzebania w bezimiennych mogiłach, dołach. Ich nazwiska ocalały jedynie w pamięci tych, którzy przeżyli.

Dziś liczba zamordowanych wciąż rośnie. Pomimo upływu czasu, braku gruntownych badań, nowych ustaleń. Z początkowych 40 tys. ofiar na Wołyniu (i 100 tys. na całych Kresach), szybko zrobiło się 60, potem 70 i 80 tys. W ubiegłym roku prezydent Andrzej Duda, składając 11 lipca w Gdańsku kwiaty pod pomnikiem „Pamięci Ofiar Eksterminacji Ludności Polskiej na Wołyniu”, mówił już o „ponad 100 tys. zamordowanych na Wołyniu”. Jeszcze tego samego dnia na portalu prezydent.pl napisano, że „są też szacunki mówiące o 120-130 tys. ofiar na Wołyniu”. Kilka dni temu wojewoda lubelski Przemysław Czarnek, w wywiadzie dla Radia Lublin bez zająknięcia wymienia liczbę 130 tys. zamordowanych, a TV Trwam w relacji z uroczystości w Sahryniu – 200 tys. polskich ofiar „rzezi wołyńskiej”.

To znacznie więcej niż łączne straty polskie w poległych poniesione w ciągu 5 lat na wszystkich frontach II wojny światowej (120 tys.), łącznie z kampanią wrześniową, Powstaniem Warszawskim, walkami partyzanckimi, na froncie zachodnim i wschodnim, forsowaniem Odry i Nysy, Monte Casino.

Jeśli chodzi o łączną liczbę Polaków zamordowanych na Kresach „rekordzistą” był nieżyjący już prof. Edward Prus. Publicznie twierdził, że ma dowody na wymordowanie przez Ukraińców 500 tys. Polaków. Pomimo iż przywoływana przez niego, jako koronne źródło, wypowiedź prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy okazała się „fałszywką” – zresztą nie jedyną, którą, jak twierdzą znawcy przedmiotu, Prus sfabrykował dla poparcia tezy o „ukraińskim ludobójstwie” – zdania nie zmienił do śmierci.

Później, „mit” o pół milionie polskich ofiar wielokroć powielało Stowarzyszenie Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu i jego przewodniczący Szczepan Siekierka, m.in. w pismach i petycjach słanych do prezydenta RP, do Sejmu, do mediów. Na forach internetowych, w dyskusjach Wikipedystów, publikacjach środowisk kresowych, liczba zamordowanych rzędu 200-400 tys. nie jest dziś niczym wyjątkowym.

Jesteśmy, prawdopodobnie, świadkami narodzin polskiej odmiany kreatywnej księgowości. Tyle że zamiast pomnażania fikcyjnych zysków, mnoży się wirtualne ofiary. Najpierw w niczym nieograniczonej wyobraźni środowisk kresowych, potem mediów, wikipedystów, a w końcu w świadomości polskiego społeczeństwa. Szybciej rośnie już tylko polski dług publiczny. Za oszustwo finansowe grozi sroga kara finansowa, z karą pozbawienia wolności włącznie. Za dopuszczenie się drugiego czynu, poprzez nieuprawnioną manipulację liczbą ofiar, w Polsce nie grozi nic. Pod warunkiem, że dotyczy on Ukraińców.

Owe 100 tys. ofiar „rzezi wołyńskiej” z dyskursu publicznego gładko przeszło do obiegu naukowego. Jest liczbą machinalnie powtarzaną, podobnie jak data 11 lipca 1943 r., podczas dorocznych uroczystości, konferencji rocznicowych, paneli dyskusyjnych, w wystąpieniach polityków, uchwałach sejmowych i niedzielnych kazaniach.

Jeśli jest jakaś różnica w tych wypowiedziach, to może ta, że czasem ktoś opatrzy ją wstydliwym komentarzem, iż ofiary były również po stronie ukraińskiej. Według polskiego Instytutu Pamięci Narodowej było to 20 tys. zamordowanych, wg ostatniej wypowiedzi prezydenta Dudy – ledwie 4 tys. Jednak każdorazowo zastrzega się, że owe 20 tys. ukraińskich kobiet i dzieci nie zostało zamordowanych rozmyślnie i świadomie (byłoby to ludobójstwo), lecz w odwecie za wcześniej dokonane mordy przez UPA.

I choć niejednokrotnie przeczy temu chronologia, to dzielenie śmierci na tą zadaną w „rzezi” i tą w „odwecie”, jest dziś obowiązującym standardem. Martwy Polak – to ofiara ludobójstwa. Martwy Ukrainiec – to coraz częściej już tylko błąd w statystyce. O jakiejkolwiek „symetrii” śmierci mowy być nie może.

Zresztą słowo „symetria” to jeden z tych eufemizmów, które robią ostatnio w Polsce zawrotną karierę. Podobnie jak „akcje prewencyjno-odwetowe”, „polski ruch narodowy”, jako kwintesencja patriotyzmu i „ukraiński nacjonalizmu” vel „banderyzm”, jako esencja genetycznej zbrodniczości. Dla symetrii na listę eufemizmów zakazanych wpisano m.in.: „polsko-ukraińskie pojednanie”, „polska okupacja”, „polskie obozy koncentracyjne”, „wojna na Ukrainie”. Lista jest wciąż otwarta.

Mit „6 milionów”

Rosnąca liczba Polaków zamordowanych na Wołyniu i na Kresach przez część badaczy jest postrzegana jako reakcja na „zrewidowanie” In minus wszystkich dotychczasowych ustaleń dotyczących polskich strat poniesionych z rąk sowieckich i niemieckich w czasie II wojny światowej. Z dnia na dzień Polska i naród polski, uważający się przez dziesięciolecia za największą ofiarę hitlerowskiego ludobójstwa, znaleźli się daleko w tyle nie tylko za Ukrainą i Rosją, co Białorusią, która w przeliczeniu na liczbę mieszkańców poniosła największe straty z rąk niemieckiego okupanta (2,5 mln zabitych i zamordowanych, ok. 28% ludności).

Jedną z najgłośniejszych była „rewizja” liczby 6 mln 28 tys., jako łącznych polskich strat poniesionych w czasie II wojny światowej. Była ona podawana przez niemal pół wieku w każdej encyklopedii z czasów PRL, w każdym podręczniku historii. Według dr. Mateusza Gniazdowskiego z Instytutu Spraw Międzynarodowych była jednym z fundamentów ówczesnej polityki historycznej państwa komunistycznego, dowodem na to, jak bardzo naród polski ucierpiał pod jarzmem niemieckiego okupanta.

W 2008 roku w „Polskim Przeglądzie Dyplomatycznym” (nr 1/2008) dr Gniazdowski opublikował dokument ujawniający, że liczbę tę wymyślił w grudniu 1946 r. członek Biura Politycznego KC PPR, podsekretarz stanu w Prezydium Rady Ministrów – Jakub Berman, nakazując arbitralnie „Ustalić liczbę zabitych na 6 mln ludzi”. Potem polecił dodać 28 tys., by wyglądało to bardziej „wiarygodnie”.

Prof. Czesław Madajczyk z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk, który jako pierwszy ogłosił publicznie, że wielkość strat jest znacznie niższa i wynosi nie 6 mln, a ok. 3 mln zamordowanych Żydów i niespełna 1 mln Polaków, został odsądzony od czci i wiary. „Zrobiono z niego niemalże zdrajcę narodowego. A przecież już wtedy wiadomo było, że liczbę 6 milionów wzięto z sufitu. Przez lata stała się ona jednak symbolem polskiego cierpienia podczas wojny. A ludzie nie lubią, gdy obala się takie symbole” – twierdzi prof. Tomasz Szarota, również historyk z IH PAN.

Potem prof. Krzysztof Jasiewicz w swoich publikacjach opartych na listach transportowych wojsk NKWD odnalezionych w sowieckich archiwach „zrewidował” liczbę Polaków deportowanych z Kresów w głąb ZSRR w latach 1939-1941, obniżając ją z 2 milionów do 320–340 tysięcy deportowanych i 62 tys. skazanych, a następnie wywiezionych do łagrów, czyli pięciokrotnie. I w tym przypadku autor spotkał się ze zmasowaną, agresywną krytyką nie tylko środowisk kresowych, ale i naukowych. Dodajmy, że z owych 400 tys. obywateli polskich, co najmniej 1/3 stanowili Ukraińcy, Białorusini, Litwini i Żydzi. Jak podaje prof. Rafał Wnuk z Instytutu Studiów Politycznych PAN podczas trzeciej wywózki spośród 80 tys. deportowanych aż 84% było Żydami.

Kolejnym szokiem była „rewizja” polskich ofiar Konzentrationslager Auschwitz (Oświęcim). Według wybitnych polskich historyków prof. Wojciecha Materskiego i prof. Tomasza Szaroty, współautorów wydanego w 2009 r. przez IPN opracowania „Polska 1939–1945. Straty osobowe i ofiary represji pod dwiema okupacjami”, liczba Polaków zamordowanych w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym Auschwitz była zawyżona co najmniej sześciokrotnie: z podawanych wcześniej 4-5 mln (w tym 3-4 mln Żydów i 1 mln Polaków), w rzeczywistości zginęło tam nie więcej jak 140-150 tys. Polaków i ok. 1,1 mln Żydów.

Czterokrotnie zmalały też oficjalne straty cywilnej ludności stolicy podczas Powstania Warszawskiego. Zaraz po wojnie podawano liczbę 700 tysięcy ofiar, potem ćwierć miliona, a według najnowszych badań zginęło około 150 tys. osób cywilnych i 20 tys. powstańców.

„Skoro obóz w Auschwitz i powstanie pochłonęły 300 tys. ofiar, to po dodaniu cywilów zabitych podczas kampanii 1939 roku (ok. 50 tys.) oraz poległych na wszystkich frontach polskich żołnierzy (ok. 120 tys.) liczba niemieckich ofiar nie przekroczy pół miliona. Skala represji nie była aż tak wielka, jak mogłoby się wydawać. Wiem, że to się może okazać szokujące, jednak mówimy nie o milionach, ale o setkach tysięcy polskich ofiar” – powiedział prof. Krzysztof Jasiewicz w dyskusji „Mit sześciu milionów”. [„Plus Minus” – dodatek do „Rzeczypospolitej” z 6.06.2009 r.]

„Uzgodnienia vel kompromis”

Równie szokujące może się okazać, że owe 100 tys. zamordowanych Polaków na Wołyniu nie jest bynajmniej rezultatem wieloletnich badań archiwalnych, żmudnego liczenia „trupów”, a tym bardziej ustaleń poczynionych w ramach śledztw prowadzonych przez prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej – co przede wszystkim wynikiem uzgodnień przyjętych z organizacjami kresowymi. Kulisy jednej z takich pierwszych prób opisał w swoich wspomnieniach „Droga do prawdy o wydarzeniach na Wołyniu” (2006) Andrzej Żupański. Jego zdaniem bardziej trafny byłby w tym przypadku termin – „kompromis”.

Pana Andrzeja Żupańskiego, wieloletniego przewodniczącego Środowiska Żołnierzy 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, poznałem przy okazji konferencji „Polska-Ukraina. Trudne pytania”, spotkań w Sejmie w Polsko-Ukraińskiej Grupie Parlamentarnej i naszych prywatnych dyskusji pod hasłem „Podajmy sobie ręce ponad mogiłami”. Był człowiekiem prawym, wysokiej kultury osobistej, dążącym do pojednania polsko-ukraińskiego przez prawdę. Cechował go dość niezwykły umiar w ocenie liczby ofiar i brak zacietrzewienia charakterystycznego dla większości działaczy organizacji kresowych, czym przysporzył sobie wielu wrogów we własnym środowisku. Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Żupański

W rozdziale zatytułowanym „Rozbieżności w ocenie strat” A. Żupański pisze:

­„W maju 1995 roku we Wrocławiu odbyła się konferencja zorganizowana przez Stowarzyszenie Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów. Delegacja Okręgu [Wołyńskiego – E.M.] (W. Filar, A. Żupański) wzięła udział w konferencji, gdyż bardzo zainteresował nas temat. Liczyliśmy na zapowiadany udział przedstawicielstw wojewódzkich Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, zajmujących się zbrodniami Ukraińców. Spodziewaliśmy się bliższych informacji na temat liczby ofiar – szczególnie z III Obszaru Armii Krajowej: w okręgu lwowskim, stanisławowskim i tarnopolskim. Jak o tym wcześniej pisaliśmy, stale brakowało nam jakichś wiarygodnych szacunków.

Niestety z naszych nadziei nic nie wyszło, bo przyjechał tylko p. Ryszard Kotarba z Krakowa, który wiele lat pracował nad stratami polskimi w województwie tarnopolskim. Oświadczył on, że jego badania wykazały dotąd (badania są dalej prowadzone) śmierć z ręki Ukraińców tylko około 1500 Polaków. Takie oświadczenie wywołało oburzenie wśród zebranych.

Takie same lub większe niezadowolenie wywołała nasza odmowa zaakceptowania oświadczenia zebranych, które odczytano. Nie mogliśmy zgodzić się na określenie strat polskich w całym konflikcie na kilkaset tysięcy osób, gdyż wskazywałoby to na brak jakiejś szerszej zebranej wiedzy o liczbie zabitych. Kilkaset tysięcy to może być dwieście tysięcy, a także osiemset tysięcy. Nasze wyjaśnienie przyczyn odmowy nie zostało przyjęte i bez osłonek wyrażano dezaprobatę pod naszym adresem. Od tej pory przez kilka lat piszący te słowa A. Żupański, a także w jakimś stopniu W. Filar, mieli bardzo złą opinię we Wrocławiu.

To przesadne ocenianie strat polskich denerwowało nas także przez następne lata. Wiedzieliśmy, że najbardziej prawdopodobna liczba strat na Wołyniu wynosi ok. 50 000 (przy 34 tys. udowodnionych). Gdy słyszeliśmy liczbę pół miliona, wiedzieliśmy, że to absurd, kompromitujący absurd, gdyż straty w każdym z trzech województw południowo-wschodnich musiałyby być 3 razy większe niż na Wołyniu!”

„Czy Pan jesteś Polakiem!?”

Po przeczytaniu tego fragmentu wspomnień zadzwoniłem do Pana Ryszarda Kotarby i spytałem, czy było rzeczywiście tak, jak opisał to Andrzej Żupański. Potwierdził.

„Pierwszy raz w życiu czegoś takiego doświadczyłem. Kiedy zreferowałem dane dotyczące liczby Polaków zamordowanych na terenie woj. tarnopolskiego, wedle ówczesnego stanu naszych badań (śledztw), na sali powstała wrzawa, ludzie podchodzili do mnie, wykrzykiwali „Czy Pan jesteś Polakiem!?”

W cztery lata później Ryszard Kotarba na zaproszenie Andrzeja Żupańskiego jedzie do Łucka i bierze udział w IV Seminarium „Polska-Ukraina: trudne pytania” (3-5 listopada 1999). Jest jednym z dwóch referentów strony polskiej w części zatytułowanej: „Straty ludności w Galicji Wschodniej w latach II wojny światowej 1941-1945”. Wygłasza referat: „Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej w województwie tarnopolskim w latach 1941-1945”. Liczbę zamordowanych Polaków w tym województwie ocenia tym razem znacznie wyżej, bo na 8 tys. Według drugiego polskiego referenta dr. Grzegorza Hryciuka, historyka z Uniwersytetu Wrocławskiego, łączne straty w Galicji, tj. w woj. lwowskim, stanisławowskim i tarnopolskim, wynoszą nie więcej niż 20-25 tys. Referent strony ukraińskiej, dr Stepan Makarczuk, nie podał jakiejkolwiek cyfry strat polskich ani ukraińskich. Nawet szacunkowych.

„Widziałem, że strona ukraińska była zupełnie nieprzygotowana – wspomina Kotarba. My dysponowaliśmy ogromną wiedzą, faktami popartymi zeznaniami tysięcy świadków, liczbami ofiar, nazwami miejscowości. Oni nie mieli praktycznie żadnej wiedzy”.

Ten fragment wypowiedzi Ryszarda Kotraby jest niezwykle istotny dla dalszych rozważań. To właśnie wtedy, podczas tych seminariów, strona polska, a przede wszystkim środowiska kresowe, ostatecznie nabrały przekonania, że mając za partnera historyków ukraińskich, którzy nie dysponują nawet elementarną wiedzą na temat liczby ofiar polsko-ukraińskiego konfliktu, będzie można narzucić zarówno Ukrainie, jak i polskiemu społeczeństwu, nie tylko własną wizję genezy, przebiegu i konsekwencji „rzezi wołyńskiej”, co przede wszystkim jej wymiar liczbowy ofiar. I ten stan trwa po dziś dzień.


Część II


W dwa lata po nieudanej próbie wypracowania kompromisu pomiędzy organizacjami kresowymi w sprawie liczby Polaków zamordowanych na Wołyniu i na „Kresach”, do której doszło podczas pamiętnego spotkania we Wrocławiu w maju 1995 r., tamtejsze środowisko skupione wokół Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów (dalej: Stowarzyszenie UOZUN) zdecydowało się wreszcie przedstawić własną ocenę strat polskich. Tym razem, w miejsce oświadczenia, zawierającego ogólnikowe sformułowania o kilkuset tysiącach zamordowanych, pod którym zarówno Andrzej Żupański, przewodniczący środowiska żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Armii Krajowej, jak i jego koledzy ze Światowego Związku Żołnierzy AK odmówili złożenia podpisu, przesłano do Warszawy dwa obszerne dokumenty.

Pierwszy – zwany „Informacją”, opracowany przez zespół Stowarzyszenia UOZUN na podstawie danych zawartych w czasopiśmie „Na Rubieży” [organ prasowy Stowarzyszenia] i podpisany przez jego przewodniczącego Szczepana Siekierkę, podawał łączną liczbę zamordowanych Polaków na całych „Kresach” na 208 700 osób. Z tego Wołyń – 68 700, Małopolska Wschodnia – 127 000 (woj. tarnopolskie – 43 990, lwowskie – 33 048, stanisławowskie – 21 630) oraz teren Polski w jej obecnych granicach (woj. lubelskie, rzeszowskie i krakowskie) – 13 300 osób.

Według drugiego dokumentu – zatytułowanego „Studium”, autorstwa dr. Aleksandra Kormana z Wrocławia, na tym samym terenie i w tym samym czasie zamordowanych zostało łącznie – 183 700 osób. Różnica tkwiła, zdaniem Kormana, w mniejszej liczbie ofiar w Małopolsce Wschodnie, czyli w Galicji (100 tys.).

20 tys. czy 127 tys. zamordowanych w Galicji?

Andrzej Żupański w swojej książce nie publikuje tych dokumentów. Omawia je tylko ogólnie, opatrując następującym komentarzem:

„W «Informacji» nie ma zestawienia dla całości ani strat udowodnionych relacjami, ani strat szacunkowych. Autorzy nie podali stosunku między liczbą ofiar udokumentowaną, a wyznaczoną szacunkowo. […] Również analiza danych w «Studium» dla poszczególnych powiatów budzi wątpliwości. Na przykład dla powiatu Kamionka Strumiłowa suma wymienionych strat wynosi 550 osób, co jednak nie przeszkadza autorowi w zestawieniu strat wszystkich powiatów województwa lwowskiego dla powiatu Kamionka Strumiłowa wpisać cyfrę 3500. Nie wiadomo na jakiej podstawie i dlaczego, dr Korman na str. 4 pisze: «Ogólna liczba strat osobowych kresowej i bieszczadzkiej ludności […] szacowana na 500 tys. osób wydaje się być zbliżona do rzeczywistości»”.

Na koniec, nie kryjąc rozczarowania, Żupański napisze:

„Dla naszego Zarządu takie stwierdzenia są zupełnie pozbawione podstaw i wyrządzają wielką szkodę naszej sprawie. Ciężko będzie kolegom z Wrocławia obronić swoje dwustutysięczne szacunki, zaś twierdzenie o stratach półmilionowych stawia pod znakiem zapytania wartość naszej pracy dokumentacyjnej”.

Co miał na myśli Żupański, poddając w wątpliwość szacunki polskich strat podane przez Stowarzyszenie i dr. Kormana, w szczególności te, mówiące o 127 tys. zamordowanych w samej Galicji? Otóż znał on już wtedy treść tajnej notatki zastępcy dyrektora Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (dalej: GKBZpNP) dr. Stanisława Kaniewskiego, zawierającej ocenę strat ludności polskiej na „Kresach”. Notatka była przeznaczona wprawdzie dla Ministra Sprawiedliwości, ale sporządzono ją na wniosek senator Marii Berny z Socjaldemokracji Polskiej (SdRP).

Według ustaleń Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu liczba polskich ofiar w województwie lwowskim, stanisławowskim i tarnopolskim nie przekraczała 20 tys. osób!!Była zatem sześciokrotnie mniejsza od szacunków Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów (127 tys.) i pięciokrotnie niższa od „Studium” dr. Kormana (100 tys.).

Notatka dr. Kaniewskiego uwiarygodniała przy tej okazji dane dotyczące strat polskich w woj. tarnopolskim przedstawione przez Ryszarda Kotarbę. Teraz liczba 1500 – 8000 zamordowanych – według danych Okręgowej Komisji BZpNP w Krakowie, wzrosła do 43 990 osób – według Stowarzyszenie UOZUN.

W kilka lat później informację o łącznych stratach rzędu 20-25 tys. w województwie lwowskim, stanisławowskim i tarnopolskim powtórzy w wynikach swoich badań prof. Grzegorz Hryciuk, historyk z Uniwersytetu Wrocławskiego zaproszony przez Andrzeja Żupańskiego do udziału w seminarium „Polska-Ukraina: trudne pytania”. Wreszcie liczba 20-25 tys. zostanie uznana przez polskich historyków biorących udział w tym seminarium za najbliższą prawdy i zapisana w polsko-ukraińskim protokole końcowych „uzgodnień i rozbieżności”, jako oficjalne stanowisko strony polskiej.

200 tys. czy 500 tys. zamordowanych na „Kresach”?

W kwietniu 1997 r., a więc kilka miesięcy po opracowaniu „Informacji”, Stowarzyszenie UOZUN wyśle do Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego pismo (L.dz. 14/97), w którym dane o 200 tys. Polakach zamordowanych w Galicji i na Wołyniu zwiększy do 500 tys. W ten oto sposób liczba osób, które poniosły śmierć z rąk Ukraińców, zrówna się z liczbą Polaków zamordowanych przez niemieckich i sowieckich okupantów w czasie II wojny światowej razem wziętych.

Powściągliwy jak zawsze w wyrażaniu opinii Andrzej Żupański określi to, jako przejaw „przesadnego oceniania strat polskich”, choć równie uprawnione byłoby określenie w rodzaju – „manipulacja”, „gra trupami”, „kłamstwo wołyńskie”.

Czas i powód powstania tego pisma nie był przypadkowy i miał kilka wątków. Jednym z nich była zapowiedź wyprawy prezydenta Polski do Kijowa, w celu podpisania z prezydentem Ukrainy wspólnego „Oświadczenia o porozumieniu i pojednaniu obu narodów”, do czego, jak wiadomo, doszło 21 maja 1997 r. [zob. www.pwin.pl/Publikacje/biu3_151.pdf]

Środowiska kresowe skupione wokół Stowarzyszenia UOZUN nie kryły niechęci dla wszelkich idei polsko-ukraińskiego pojednania. Dlatego też najpierw próbowano odwieść prezydenta od tego pomysłu, który uznano za zniewagę pamięci Polaków pomordowanych na Kresach, a kiedy nadzieje te okazały się płonne, postanowiono przynajmniej przypomnieć mu o ogromie cierpień narodu polskiego, niewspółmiernych, w ich ocenie, z cierpieniami narodu ukraińskiego.

Po pewnym czasie Stowarzyszenie UOZUN powróci ponownie do 200 tysięcy zamordowanych. I tym razem nie poda powodu dokonania tak znaczącej korekty liczby ofiar. W 2015 r. dane zgromadzone przez Stowarzyszenie zostaną opublikowane przez dr Lucynę Kulińską i prof. Czesława Partacza w książce Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na Polakach 1939-1945, wydanej nakładem Bellony (2015). W ten sposób nadano im rangę wyników badań naukowych.

Przemysław Serednicki: Ilu Polaków mogło stracić życie z rąk ukraińskich nacjonalistów?

Lucyna Kulińska: Po kilkudziesięciu latach trudno ustalić pewną liczbę zabitych i zmarłych na skutek zbrodniczych działań ukraińskiego nacjonalizmu, tym bardziej, że gruntownych badań nie przeprowadziły żadne państwowe uczelnie, ani instytucje. Starali się wypełnić tę lukę wypełnić sami kresowiacy, ale ich ciężką pracę długo ignorowano lub co gorsza dyskredytowano. Według moich ustaleń polskich ofiar OUN-UPA, policji ukraińskiej, formacji ukraińskich na żołdzie niemieckim (np. SS Galizien, czy Nachtigall) i miejscowej ludności, było około 200 tysięcy”. [„Prawda przegrywa z polityką”, Wirtualna Polonia, 10.07.2013].

„Ukraiński wianuszek” dr. Kormana

Wzięte z sufitu wrocławskich, poniemieckich kamienic i powtarzane do dziś dane o 200 i 500 tys. Polaków zamordowanych przez Ukraińców, to nie jedyny przykład manipulacji Stowarzyszenia UOZUN. Nie mniej głośna i szkodząca wiarygodności środowisk kresowych była historia „fałszywki” fotografii przedstawiającej dzieci omotane drutem kolczastym i powieszone na drzewie. Zbrodni tej miała jakoby dokonać UPA jesienią 1943 r.

To prawdopodobnie jedno z największych fałszerstw w historii nie tylko polskiej fotografii. Wstrząsające, wręcz drastyczne w swej wymowie zdjęcie zamordowanych dzieci, wielokroć powielane w książkach, w setkach artykułów prasowych, przez portale internetowe, pokazywane w Telewizji i na objazdowych wystawach, stało się, jak napisał portal „Polska Niepodległa” – „Ikoną męczeństwa Polaków na Wołyniu”. Naturalną konsekwencją była inicjatywa środowisk kresowych wzniesienia w centrum Warszawy, na Placu Grzybowskim, 300 metrów od Pałacu Kultury i Nauki, monumentalnego pomnika „ukraińskiego ludobójstwa”, dla którego inspiracją i pierwowzorem było wspomniane zdjęcie.

Po raz pierwszy zdjęcie to zamieszczono w 1993 r. w czasopiśmie „Na Rubieży” (nr 3), organie prasowym Stowarzyszenie UOZUN. Podpis pod zdjęciem brzmiał: „Dzieci polskie zamęczone i pomordowane przez oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii w okolicy wsi Kozowa, w woj. tarnopolskim, jesienią 1943 roku (ze zbiorów dr. Stanisława Krzaklewskiego)”. W 1995 r. zdjęcie opublikował w swojej książce historyk AK Okręgu Lwowskiego Jerzy Węgierski, tym razem przypisując dokonanie tego okrutnego mordu Ukraińcom z SS „Galizien”.

Największą rolę w upowszechnieniu „fałszywki” odegrał niewątpliwie dr Aleksander Korman z Wrocławia. Umieścił ją m.in. na okładce swojej książki Ludobójstwo UPA na ludności polskiej – dokumentacja fotograficzna (2003), w wielu artykułach, upowszechnił w prasie i TV. Opracował też misterną historię fotografii: według Kormana wykonał ją nieznany z nazwiska mieszkaniec Kozowej, przez ocalałych z rzezi Polaków dostarczona do placówki AK na przedmieściach Lwowa (Korman podaje nawet je dane: 14 Pułk AK), skąd za pośrednictwem i z poświęceniem kilku kolejnych, wymienionych z nazwiska osób, trafiła po latach do jego zbiorów.

„Droga do samostijnej Ukrainy”

Oprócz historii dr Korman dorobił zdjęciu odpowiednią ideologię. W książce Stosunek UPA do Polaków na ziemiach południowo-wschodnich II RP pisze tak:

„Fotografia przedstawia widocznych z jednej strony czworo polskich dzieci przytwierdzonych do drzewa tworząc – jak wówczas mówiono – «wianuszek». Drzewo to było jednym z wielu na polnej alei starych drzew wiodących do folwarku. Przy każdym drzewie, oprawcy tworzyli podobne «wianuszki» z polskich dzieci, a na transparencie zawieszonym nad drogą miał widnieć napis: «Droga do samostijnej Ukrainy»...

Prezentowana na fotografii zbrodnia dzieciobójstwa, była najprawdopodobniej rezultatem «uroczystego» przyjmowania rekruta do UPA, polegającego na tym, że każdy z nich dokonywał zabójstwa jednego dziecka – Lacha w dowód, że zasługuje na miano «wojaka» i złożenie przysięgi UPA na rewolwer lub pistolet. Była to swoista upowska zbrodnicza solidarność”.


Z kolei w książce „Ludobójstwo UPA…”, opatrzył zdjęcie następującym komentarzem: „Żołnierze UPA w 1943 i 1944 roku poczynili wiele takich wianuszków z dzieci, przybijając je do drzewa w alei, którą nazwali «drogą do samostijnej Ukrainy»”.

Fałszerstwo wyszło na jaw w 2007 r. przy okazji prezentacji gotowej już makiety pomnika ofiar ludobójstwa OUN-UPA, według projektu jednego z najwybitniejszych polskich artystów – rzeźbiarzy Mariana Koniecznego, autora słynnej warszawskiej „Nike”. Monumentalny pomnik miał mieć postać drzewa z konarami w kształcie skrzydeł. W pień obwiązany kolczastym drutem „wrastały” ciała dzieci. Projekt spotkał się z krytyką z uwagi na drastyczną wymowę, ale przy okazji wyszło na jaw fałszerstwo zdjęcia.

Dariusz Stola i Ada Rutkowska w dodatku do „Rzeczypospolitej” – „Plus i Minus” z 19 maja 2007 r. ujawnili, że zdjęcie przedstawia w rzeczywistości czworo cygańskich dzieci, zamordowanych 20 lat wcześniej, w nocy z 11/12 grudnia 1923 r. koło wsi Antoniówka w powiecie radomskim, wówczas na Kielecczyźnie, przez obłąkaną wskutek panującego wtedy głodu i mrozów, matkę Mariannę Dolińską. Zdjęcie było opublikowane zarówno przed wojną w „Roczniku Psychiatrycznym”, jak i po wojnie w „Podręczniku medycyny sądowej dla studentów i lekarzy” (1948) autorstwa prof. Wiktora Grzywo-Dąbrowskiego, kierownika Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Warszawskiego. Tego samego, który w marcu 1947 r. na polecenie ministra Obrony Narodowej przeprowadził sekcję zwłok gen. Karola Świerczewskiego. Piszę o nim szerzej w mojej książce Akcja „Wisła” 1947. W czasie wojny opublikowała zdjęcie na pierwszej stronie gadzinówka „Nowy Kurier Warszawski”, opatrując je nadtytułem „Tak walczą bolszewicy”.

Dziennikarskie śledztwo ujawniło jeszcze jedno. W celu uwiarygodnienia „autentyczności” fotografii i podkreślenia wymowy „okrucieństwa” popełnionej przez Ukraińców zbrodni, na zdjęciach publikowanych przez Stowarzyszenie UOZUN i dr. Kormana – dorobiono drut kolczasty, którym przywiązano do drzewa powieszone dzieci. Na żadnej z oryginalnych fotografii – wykonanych w 1923 r. w trzech różnych ujęciach przez technika policyjnego – drutu nie ma.

„Kłamstwo wołyńskie” kontra Akcja „Wisła”

Pisząc w swoich wspomnieniach o „przesadnym ocenianiu strat polskich” przez ośrodek wrocławski, Andrzej Żupański nie wiedział prawdopodobnie wówczas jeszcze, że upublicznienie i nagłośnienie wiosną 1997 r. informacji o 500 tys. ofiar ukraińskiego ludobójstwa nie było dziełem przypadku. Poza zapowiedzią podpisania polsko-ukraińskiego oświadczenia o “porozumieniu i pojednaniu” podczas wizyty prezydenta Polski w Kijowie, miało ono ścisły związek z podjętą w tym samym czasie przez Stowarzyszenie UOZUN kampanią mającą na celu niedopuszczenie do przyjęcia przez polski Sejm uchwały potępiającej Akcję „Wisła” w 50. rocznicę jej przeprowadzenia oraz zablokowania budowy pomnika poświęconego Ukraińcom więzionym i zamordowanym w polskim komunistycznym obozie koncentracyjnym w Jaworznie (1947-1949).

„Mijają 54 lata od czasu, kiedy z rodzicami uciekłam spod noża nacjonalistów ukraińskich. Dosłownie”. […]

Tak senator Maria Berny rozpoczyna swoje oświadczenie odczytane 17 kwietnia 1997 r. podczas 97 posiedzenia Senatu RP III kadencji. I choć senator Berny prawda miesza się z fikcją – bo, jak wynika z jej nieco później spisanych wspomnień, Ukrainiec nie tylko nie chciał jej zakłóć nożem, co wręcz za cenę używanego kilimu przeszmuglował ją z Wołynia do Generalnego Gubernatorstwa drabiniastym wozem ukrytą w sianie przed niemieckim patrolem strzegącym granicznego mostu na rzece Bug w Uściługu – to dalej w jej czytaniu było już tylko mocniej: o siekierach, obrzynach, kłonicach, „o zażywaniu rokoszy mordowania”, „o dyszących żądzą mordu hordach”. Tekst oświadczenia senator Berny wręczyła marszałkom Senatu i Sejmu, prezydentowi RP, upowszechniła w mediach, opublikowała we wspomnieniach.

Maria Berny urodziła się we wsi Trościanka w powiecie łuckim na Wołyniu. W latach 1993-1997 i 2001-2005 była senatorem wybranym z woj. wrocławskiego. Cały czas wierna Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR), później w SdRP i SLD. Pewnego dnia – jak pisze w swoich wspomnieniach – znajduje w swojej senatorskiej skrytce na pocztę projekt uchwały Sejmu potępiającej Akcję „Wisła”. Według niej pod projektem widniały podpisy Jacka Kuronia, posłów z Unii Wolności, ludzi ze świata kultury.

W rzeczywistości chodziło o „Apel intelektualistów polskich”, skierowany do marszałka Sejmu RP w marcu 1997 r. w przededniu 50. rocznicy Akcji „Wisła” w sprawie podjęcia uchwały potępiającej deportację Ukraińców w 1947 r., na wzór uchwały Senatu, przyjętej 3 sierpnia 1990 r. Apel podpisało 191 osób, m.in.: Leszek Balcerowicz, Władysław Bartoszewski, Bogdan Borusewicz, Andrzej Friszke, Bronisław Geremek, Jerzy Giedroyc, Jarosław Gowin, Adam Hanuszkiewicz, Gustaw Holoubek, Jacek Kuroń, Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik, Czesław Miłosz, Andrzej Wajda, a nawet Kornel Morawiecki, ojciec obecnego premiera.

„i>Marszałkiem Sejmu był wtedy Józef Zych z PSL - relacjonuje Maria Berny. Poszłam do niego z tym projektem, starałam się wyjaśnić, że Akcji „Wisła” nie można rozpatrywać w całkowitym oderwaniu od mordów wołyńskich. Pełna emocji powiedziałam, że jeśli wprowadzi tę uchwałę do porządku dziennego to ja, nie zważając na regulamin Sejmu, na Straż Marszałkowską, a nawet zasady dobrego wychowania, wedrę się na trybunę sejmową i zrobię skandal równy postępkowi Rejtana i nie dopuszczę do podjęcia takiej uchwały”.

Jest marzec 1997 r. Zbliża się nieuchronnie koniec III kadencji Senatu. Maria Berny już wie, że notowania poskomunistycznej SdRP spadają, a wraz z nimi maleją jej szanse na zdobycie niezbędnej liczby głosów w następnych wyborach. Szuka więc nowych sojuszników. W takich okolicznościach 30 marca 1997 r. trafia do siedziby Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu. Bierze udział w poufnej naradzie, podczas której, zapada decyzja o podjęciu wspólnych działań, mających na celu nie dopuszczenie do przyjęcia przez Sejm uchwały potępiającej Akcję „Wisła”, o co apelują intelektualiści polscy, oraz budowy pomnika upamiętniającego Ukraińców więzionych w Jaworznie. Ale tak naprawdę, nie chodziło tylko o pomnik. Dokładnie w tym samym czasie pod głosowanie Sejmu i Senatu miał wejść projekt nowelizacji ustawy o kombatantach i osobach represjonowanych. Jedna z propozycji zmian mogła doprowadzić do przyznania uprawnień również Ukraińcom – ofiarom Akcji „Wisła”, byłym więźniom Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie (1947-1949).

„Odcięłam się zdecydowanie relacjonuje przebieg wspomnianej narady senator Berny – od uchwalonego przez Senat pierwszej kadencji apelu potępiającego akcję „Wisła”. Apel uchwalony na fali solidarnościowego antykomunizmu poniża godność naszego narodu. Zobowiązałam się do podjęcia wszelkich działań, by nie dopuścić do budowy pomnika w Jaworznie. Kiedy okazuje się, że to my Polacy, mamy potępić akcję „Wisła”, że to my, Polacy, mamy w Jaworznie wybudować pomnik naszym mordercom, nie mogę milczeć. Nie mogę dopuścić, by polskie dzieci wstydziły się, że ich dziadowie mordowali Ukraińców, kiedy było wręcz odwrotnie. Przybliżone dane mówią o wymordowaniu 0,5 miliona Polaków, 300 tys. Żydów i 35 tys. Ukraińców”.

Cel, o którym mówi Berny, można było osiągnąć tylko w jeden sposób: Poprzez permanentne nagłaśnianie ogromu zbrodni popełnionych przez UPA i Ukraińców na Wołyniu, odwrócić uwagę opinii publicznej od polskich zbrodni popełnionych wobec Ukraińców – deportacji 150 tys. osób pod pretekstem likwidacji UPA i osadzenia części z nich w obozie koncentracyjnym. Dlatego też Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu i senator Maria Berny posłużą się liczbą 500 tys. zamordowanych, a nie tą, pięciokrotnie niższą, podaną w notatce Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Choć była ona, prawdopodobnie, najbliższa prawdy – do tego celu okazała się zupełnie nieprzydatna. Nic przeto dziwnego, że Berny nigdy jej nie upubliczni. Nawet w swoich wspomnieniach.

„To takie nędzne...”

Antyukraińska retoryka nie pomogła senator Berny. Wprawdzie projekt uchwały sejmowej w sprawie Akcji „Wisła” zdołano zablokować, jednak mandatu senatorskiego na kolejną kadencję nie zdobyła. Przez następne cztery lata będzie radną sejmiku dolnośląskiego. Do Senatu powróci w 2001 r. i to wówczas, w pamięci potomnych zapisze się jako zagorzała orędowniczka uznania męczeństwa Polaków na „Kresach” za ukraińskie ludobójstwo i poprzysięgła przeciwniczka uznania Akcji „Wisła” za zbrodnię komunistyczną. Wielokrotnie powtarzać będzie, że za Akcję „Wisła” nigdy nie przeprosi, ponieważ „była podjęta i przeprowadzona w interesie zarówno Polaków, jak i wielu Ukraińców”. Podobnie konsekwentnie odrzucała ukraińskie deklaracje przeprosin za zbrodnię wołyńską, twierdząc, że „przeprosić to można za nieporozumienie rodzinne, ale nie za historię”.

Maria Berny nie skrywała też swoich antypatii do Ukrainy i sympatii dla Rosji. Nie kryła satysfakcji z faktu przesłania w lipcu 2013 r. do marszałek Sejmu Ewy Kopacz listu podpisanego przez 148 prorosyjskich deputowanych do Rady Najwyższej Ukrainy. “Ta duża grupa reprezentantów ukraińskiego narodu nawołuje do odkrywania prawdy, do zapobieżenia fali narastającego nacjonalizmu na Ukrainie”. A w chwilę potem, w jednym z komentarzy pod wpływem obejrzanej w Telewizji relacji z kijowskiego „Majdanu” napisze w swoich wspomnieniach:

„Już wtedy wydawało mi się, że bezpieczniej będzie dla Polski, jeśli władzę w Ukrainie przejmie opcja wschodnia. Z niedobitkami UPA i OUN może sobie poradzić tylko Rosja. […] Widzę rozradowaną twarz Jerzego Buzka, jak czytając z kartki ukraińskie słowa, zagrzewa do walki zgromadzone tłumy, zapewnia o swoim i naszym poparciu. Wydaje mi się to takie nędzne!”

Jednego Maria Berny nie zdołała. Zablokować budowy pomnika poświęconego Ukraińcom, Niemcom, Ślązakom i Polakom więzionym i zamordowany w polskim komunistycznym obozie koncentracyjnym w Jaworznie. Uroczyste odsłonięcie pomnika przez prezydentów Polski – Aleksandra Kwaśniewskiego i Ukrainy – Leonida Kuczmę, miało miejsce 23 maja 1998 r. Prezes Rady Ministrów prof. Jerzy Buzek w wygłoszonym wówczas przemówieniu powiedział m.in.:

„Nieopodal ledwie ostygłych krematoriów Oświęcimia i Brzezinki, oprawcy uzurpujący sobie prawo do działania w imieniu państwa polskiego tworzyli nowy obóz koncentracyjny, którego ofiarami na ponad dziesięć lat stali się Polacy, Ukraińcy i Niemcy”.

Pani Bohdannie Biłyj dziękuję za pomoc w poszukiwaniu materiałów wykorzystanych przy pisaniu tego tekstu.






E.M. Субота, 11 серпня 2018 р.




WERSJA W J.UKRAIŃSKIM
do góry ↑

Міф про "100 тисяч ..."

Євген Місило

Текст з інтернет-сторінки автора на Фейсбуці

Насправді ніхто не знає, скільки поляків загинуло від рук їхніх українських сусідів на Волині. Так само, як українців, убитих поляками в рамах т.зв. “відплатних акцій”. Ніхто не рахував їх у момент вбивства. Ніхто не записував їхніх прізвищ під час поховання в безіменних могилах, ямах. Їх прізвища вціліли лише в пам’яті тих, хто вижив.

Сьогодні кількість убитих все ще зростає. Незважаючи на часову відстань, відсутність ретельних досліджень, встановлення нових фактів. З початкових 40 тисяч жертв на Волині і 100 тис. по всьому прикордонню («Кресах») швидко стало 60, потім 70 і 80 тисяч. У минулому році президент Анджей Дуда, покладаючи квіти до пам'ятника "Пам'яті жертв екстермінації польського населення на Волині" 11 липня в Ґданську, говорив уже про "понад 100 тисяч вбитих на Волині". Ще того самого дня на порталі president.pl написали, що "є також оцінки, які свідчать про 120-130 тисяч жертв на Волині ". Кілька днів тому люблінський воєвода Пшемислав Чарнек, в інтерв'ю для Радіо Люблін, не вагаючись заявляє про кількість 130 тисяч вбитих, а католицьке телебачення «Trwam», повідомляючи про церемонію в Сагрині – про 200 тис. польських жертв "Волинської різанини".

Це набагато більше, ніж загальні польські втрати впродовж п'яти років на всіх фронтах Другої світової війни (120 тис.), (включно з вересневою кампанією, Варшавським повстанням, партизанськими боями, на західному і на східному фронтах, форсуванням Одри і Ниси, Монте Кассіно).

Що стосується загальної кількості поляків, убитих на Кресах, то "рекордсменом" був покійний проф. Едвард Прус. Він публічно твердив, що має докази про вбивство українцями 500 тисяч поляків. Хоча коронне джерело, на яке він посилався — начебто цитата слів Президента України Леоніда Кучми, виявилась “фальшивкою” — зрештою, не єдиною, яку, як стверджують фахівці, Прус сфабрикував для підтримання тези про "український геноцид" — він не змінив своєї думки до самої смерті.

Пізніше "міф" про півмільйона польських жертв неодноразово повторювався Асоціацією пам'яті жертв злочинів українських націоналістів у Вроцлаві та її головою Щепаном Секєркою між іншим у листах і петиціях, адресованих Президенту Республіки Польща, Сейму, до засобів масової інформації. На інтернет-форумах, у дискусіях вікіпедистів, у публікаціях кресових середовищ, кількість вбитих людей порядку 200-400 тисяч. не є сьогодні чимось винятковим.

Мабуть, ми є свідками народження польського варіанту креативної бухгалтерії. Тільки замість того, щоб примножувати фіктивні прибутки, помножуються віртуальні жертви. Спочатку – у нічим не обмеженій уяві кресових середовищ, потім у медіа, серед вікіпедистів і, нарешті, у свідомості польського суспільства. Швидше зростає лише польський державний борг. Фінансовим шахраям загрожує серйозне фінансове покарання, включно з тюремним ув'язненням. За вчинення другого злочину – несанкціоновану маніпуляцію кількістю жертв – у Польщі нічого не загрожує. За умови, що це стосується українців.

Оті 100 тис. жертв "Волинської різанини" з публічного дискурсу плавно перейшли до наукового обігу. Це число механічно повторюється , як і дата 11 липня 1943 року, під час щорічних урочистостей, ювілейних конференцій, дискусійних панелей, у виступах політиків, резолюціях Сейму та недільних проповідях.

Якщо в цих висловлюваннях і є якась різниця, то лише та, що можливо, часом хтось супроводить її сором’язливим коментарем про те, що жертви були і з української сторони. За даними польського Інституту національної пам'яті, це було 20 тисяч вбитих, згідно з останньою заявою президента Дуди - лише 4 тисячі. Проте щоразу зазначають, що ці 20 тисяч українських жінок та дітей не були вбиті навмисно і свідомо (це було б геноцидом), а у відповідь на попередні вбивства, вчинені УПА.

І хоча часто цьому суперечить хронологія, цей розподіл смерті на ту під час "різанини", і ту у “відплату” є на сьогодні обов’язковим стандартом. Мертвий поляк – це жертва геноциду. Мертвий українець - тепер усе частіше це просто помилкова статистика. Ні про яку "симетрію" смерті не може бути мови.

Зрештою, слово "симетрія" є одним із тих евфемізмів, які останнім часом роблять в Польщі карколомну кар'єру. Подібно до "превентивно–відплатних акцій", "польського національного руху", як квінтесенції патріотизму та "українського націоналізму" або "бандеризму", як есенції генетичної злочинності. Для симетрії до списку заборонених евфемізмів занесено, серед іншого: "польсько-українське примирення", "польську окупацію", "польські концентраційні табори", "війну в Україні". Список усе ще відкритий.

Міф про "6 мільйонів"

Зростаючу кількість поляків, вбитих на Волині та на Кресах частина дослідників розглядає як реакцію на "перегляд" в бік зменшення всіх попередніх усталень щодо кількості польських втрат від радянських та німецьких рук під час Другої світової війни. Раптово Польща та польська нація, яка протягом багатьох десятиліть вважалася найбільшою жертвою гітлерівського геноциду, опинилися далеко позаду не лише за Україною та Росією, але й Білоруссю, яка в перерахунку на кількість мешканців зазнала найбільших втрат від рук німецького окупанта (2,5 мільйонів убитих і замордованих, близько 28% населення).

Одним із найгучніших був "перегляд" кількості 6 млн. 28 тис., як загальних польських втрат під час Другої світової війни. Ця цифра фігурувала майже півстоліття в кожній енциклопедії часів Польської Народної Республіки, в кожному підручнику історії. На думку д-ра Матеуша Ґняздовського з Інституту міжнародних відносин вона становила одну з основ тодішньої історичної політики комуністичної держави, доказом того, як польська нація постраждала під гнітом німецького окупанта.

У 2008 році в журналі „Polski Przegląd Dyplomatyczny” (№ 1/2008) д-р Ґняздовський опублікував документ, який засвідчив що цю цифру вигадав у грудні 1946 р. член Політбюро ЦК ПРП, заступник держсекретаря в Президії Ради Міністрів Якуб Берман, який у наказовий спосіб вирішив "встановити кількість вбитих на 6 мільйонів чоловік". Потім порекомендував додати 28 тис., щоб це виглядало більш "достовірно".

Професора Чеслава Мадайчика з Інституту історії Польської Академії наук, який першим оголосив про те, що сума втрат набагато нижча і становить не 6 мільйонів, а близько 3 мільйонів убитих євреїв та менше 1 мільйона поляків, звинуватили у святотатстві. "З нього зробили майже національного зрадника. Але вже тоді було відомо, що кількість 6 мільйонів була взята зі стелі. Але протягом багатьох років вона була символом польського страждання під час війни. А людям не подобається, коли такі символи руйнуються", - стверджує проф. Томаш Шарота, також історик з Інституту історії Польської Академії наук.

Потім проф. Кшиштоф Ясєвич у своїх публікаціях на підставі транспортних списків військ НКВД, віднайдених у радянських архівах "переглянув" кількість поляків, депортованих з «Кресів» вглиб СРСР у 1939-1941 роках, знизивши її з 2 млн до 320-340 тисяч депортованих і 62-х тисяч засуджених, а потім вивезених до трудових таборів, – тобто у п'ять разів. І в цьому випадку автор зустрівся з масованою, агресивною критикою не лише кресових, але й наукових кіл. Додамо, що з цих 400 тисяч польських громадян, принаймні 1/3 становили українці, білоруси, литовці та євреї. Як повідомляє проф. Рафал Внук з Інституту політичних досліджень Польської Академії наук під час третьої депортації з числа 80 тис. депортованих аж 84% складали євреї.

Черговим шоком став "перегляд" польських жертв концтабору Аушвіц (Освенцім). На думку видатних польських істориків проф. Войцеха Матерського і проф. Томаша Шароти, співавторів виданої у 2009 році Інститутом національної пам'яті праці "Польща 1939-1945. Особові втрати та жертви репресій під двома окупаціями", кількість поляків, вбитих в нацистському німецькому концентраційному таборі Освенцім, була завищена щонайменше в шість разів: з 4-5 мільйонів, як вважалося раніше (в тому числі 3-4 мільйонів євреїв та 1 мільйона поляків), фактично там померло не більше 140-150 тисяч поляків та близько 1,1 мільйона євреїв.

Офіційні втрати серед цивільного населення столиці під час Варшавського повстання також зменшилися в чотири рази. Відразу після війни подавали 700 тисяч жертв, потім чверть мільйона, а згідно з найновішими дослідженнями, загинуло близько 150 тис. мирних жителів і 20 тисяч повстанців.

“Якщо концтабір Аушвіц і повстання поглинули 300 тис. жертв, то якщо додати цивільних осіб, вбитих під час кампанії 1939 року (близько 50 тис.) і полеглих на всіх фронтах польських солдатів (близько 120 тис.), кількість німецьких жертв не перевищить півмільйона. Масштаб репресій не був аж таким великим, як могло здаватись. Знаю, що це може бути шокуюче, однак йдеться не про мільйони, а про сотні тисяч польських жертв” – сказав проф. Кшиштоф Ясєвич в дискусії “Міф шести мільйонів”. [“Plus Minus” – додаток до “Rzeczypospolitej” від 6.06.2009 р.]

"Домовленості й компроміси"

Також шокуючим може виявитись те, що ці 100 тис. вбитих поляків на Волині зовсім не є результатом багаторічних архівних досліджень, кропіткого підрахунку "трупів", а тим більше – висновків, зроблених прокурорами Інституту національної пам'яті в рамках слідства, а є насамперед наслідком домовленостей, яких досягнуто з кресовими колами. Закулісся однієї з таких перших спроб описав у своїх мемуарах "Дорога до правди про події на Волині" (2006) Анджей Жупанський. На його думку, точнішим у цьому випадку був би термін "компроміс".

З паном Анджеєм Жупанським, багаторічним головою Осередку вояків 27-ї Волинської Дивізії Піхоти АК, ми познайомились під час конференції "Польща-Україна: важкі питання", зустрічей в Сеймі у складі Парламентської групи Польща–Україна та наших приватних дискусій під гаслом " Подаймо собі руки понад могилами ". Він був людиною чесною, високої особистої культури, прагнув до польсько-українського примирення через правду. Характерною для нього була досить незвична поміркованість в оцінці кількості жертв та відсутність затятості, характерної для більшості активістів прикордонних організацій, чим придбав собі чимало ворогів у власному середовищі.
Див. https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Żupański

У розділі під назвою "Розбіжності в оцінці втрат" А. Жупанський пише:

"У травні 1995 року у Вроцлаві відбулася конференція, організована Асоціацією пам'яті жертв злочинів українських націоналістів. Делегація округу [Волинського – Є.M.] (В. Філяр, А. Жупанський) взяла участь у конференції, тому що нас дуже цікавила ця тема. Ми розраховували на заплановану участь представництв воєводських Комісій з розслідування злочинів проти польського народу, які займалися злочинами українців. Ми сподівались отримати більше інформації про кількість жертв – особливо з III Району Армії Крайової: у Львівському, Станіславівському та Тернопільському округах. Як ми писали раніше, ми все ще не мали жодних достовірних оцінок.

На жаль, наші сподівання були марними, оскільки прибув тільки п. Ришард Котарба з Кракова, який протягом багатьох років працював над втратами Польщі в Тернопільському воєводстві. Він заявив, що його дослідження поки що показали (дослідження все ще тривають), що від рук українців загинуло лише близько 1500 поляків. Таке твердження викликало обурення серед присутніх.

Таке ж або й більше невдоволення викликала наша відмова підтримати зачитану заяву зборів. Ми не могли погодитися на оцінку польських втрат у всьому конфлікті як кількох сотень тисяч людей, що вказувало б на відсутність якихось ширших зібраних знань про кількість вбитих . Кількасот тисяч – це може бути і двісті тисяч, і вісімсот тисяч. Наше пояснення причин відмови не було прийняте, і без застережень висловлено несхвалення нашої позиції. Відтоді А. Жупанський, який написав ці слова, а також певною мірою В. Філяр, кілька років користувалися дуже поганою репутацією у Вроцлаві.

Ця перебільшена оцінка польських втрат також дратувала нас і протягом наступних років. Ми знали, що найбільш імовірна кількість втрат на Волині складає близько 50 000 (при 34 тис. доведених). Коли ми чули про кількість півмільйона, ми знали, що це абсурд, дискредитуючий абсурд, тому що втрати в кожному з трьох південно-східних воєводств мали б бути в три рази більшими, аніж на Волині!"

"ЧИ ПАН Є ПОЛЯКОМ!?"

Прочитавши цей фрагмент спогадів, я зателефонував до пана Ришарда Котарби і запитав, чи дійсно було так, як це описав Анджей Жупанский. Він підтвердив. "Вперше в житті я зіткнувся з чимсь подібним. Коли я повідомив дані про кількість поляків, вбитих у Тернопільському воєводстві, згідно з тодішнім станом наших досліджень (слідства), зал вибухнув криком, люди підходили до мене і вигукували: "Чи пан є поляком!?"

Через чотири роки, на запрошення Анджея Жупанського, Ришард Котарба виїжджає до Луцька і бере участь у 4-му семінарі "Польща-Україна: важкі питання" (3-5 листопада 1999 р.). Він є одним із двох доповідачів від польської сторони в частині під назвою: "Втрати населення Східної Галичини в роки Другої світової війни 1941–1945 рр.". Він виголошує доповідь: "Злочини українських націоналістів щодо польського населення в Тернопільському воєводстві у 1941–1945 роках". Кількість вбитих поляків у цьому воєводстві цього разу він оцінює набагато вище, у 8 тисяч. На думку другого польського доповідача, д-ра Ґжеґожа Грицюка, історика з Вроцлавського університету, загальні втрати в Галичині, тобто у Львівському, Станіславівському та Тернопільському воєводствах складали не більше ніж 20-25 тисяч. Доповідач від української сторони, д-р Степан Макарчук, не подав ніяких цифр польських чи українських втрат. Навіть приблизних.

"Я бачив, що українська сторона була цілком непідготована, – згадує Котарба. Ми володіли величезними знаннями, фактами, підтвердженими свідченнями тисяч свідків, кількістю жертв та назвами місцевостей. Вони практично нічого не знали".
Цей фрагмент виступу Ришарда Котарби надзвичайно важливий для подальших міркувань. Власне в той час, під час цих семінарів, польська сторона, і передусім кресові середовища, остаточно переконалася, що маючи за партнерів українських істориків, які не володіють навіть елементарними знаннями про кількість жертв польсько-українського конфлікту, можна буде нав'язати як Україні, так і польському суспільству, не тільки власне бачення причин, перебігу та наслідків "Волинської різанини", а в першу чергу – чисельний вимір жертв. І цей стан триває понині.







Є.M.

WERSJA W J.ANGIELSKIM
do góry ↑

 
do góry ↑
VIDEO


Na tę chwilę brak jest w bazie video do danego artykułu.

 
do góry ↑
Fotografie
„Kliknij” na miniaturke by zobaczyc zdjęcia w galerii.


Na tę chwilę brak jest w bazie zdjęć
powiązanych z niniejszym artykułem.

 
do góry ↑
Pliki


Na tę chwilę brak jest w bazie plików powiązanych z niniejszym artykułem.





















„Człowiek pozbawiony korzeni, staje się tułaczem...”
„Людина, яку позбавили коренів стає світовим вигнанцем...”
„A person, who has had their roots taken away, becomes a banished exile...”

Home   |   FUNDACJIA   |   PROJEKTY   |   Z ŻYCIA FUNDACJI   |   PUBLICYSTYKA   |   NOWOŚCI   |   WSPARCIE   |   KONTAKT
Fundacja Losy Niezapomniane. Wszystkie prawa zastrzeżone. Copyright © 2009 - 2018

stat4u

Liczba odwiedzin:
Число заходжень:
794 152
Dziś:
Днесь:
669